poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Podróż w czasie.


























































       Wakacje to czas tłumu. W telewizji nuda. Ludzie, nawet Ci najbardziej przylepieni do swojego fotela jakoś częściej wychodzą choćby do sklepu po bułki. 
Wakacje to z założenia czas odpoczynku, a ludzie poruszają się jakby dwa razy szybciej. Wciąż się pakują i rozpakowują, przemieszczają, remontują, porządkują, organizują, itd. Można się zmęczyć. Niby słońce rozleniwia, ale mało kto zwalnia. Ja to trochę rozumiem. Wiem, że wybrać się gdzieś latem jest łatwiej niż zimą. Mamy szczęście, że w ogóle nie jest trudno gdzieś wyjechać i zaspokoić ciekawość świata. Znam też pokrzepiającą moc słońca. Sama lubię ciepełko, tylko nie przepadam za tłumem. Latem świat jest oblężony przez turystów i „podróżników”. Mało chyba zostało takich miejsc, trochę pustych, do których można dotrzeć nie wydając milionów. To nie znaczy, że ich nie ma! 
Jeśli tego lata zdążyliście już zobaczyć Gaudiego w Barcelonie, wjechać na najwyższe piętro wieży Eifla, zwiedzić galerie Nowego Jorku, wypić kilka drinków z palemką w Grecji, wspiąć się na któryś ze szczytów Azji i pójść na imprezę w Berlinie, to mam dla Was jeszcze jedną propozycję! Podróż w czasie! 
My w tym roku przenieśliśmy się do ośrodka wypoczynkowego na Mazurach, takiego z lat 80-tych. Drewniane domki, pola namiotowe, jezioro i duży bar w centralnym miejscu, w którym z pewnością, trzydzieści parę lat temu na dancingu rozkwitł niejeden związek. Miedzy 5, a 16 rokiem życia marzyłam o takich wakacjach i może trochę przez sentyment teraz czułam się tam tak fajnie. Było miło, na dzień dobry, popływać w jeziorze, zjeść śniadanie w lesie, zagrać z D. w ping ponga, nie musieć biegać za dziećmi w trosce, że się zgubią, a wieczorem poplotkować z przyjaciółmi. 
Lubię takie miejsca. Bez ciśnienia, że inni to ja też, bez napięcia, że w portfelu ubywa, bez wyrzutów sumienia, że miałam być „slow” a za dużo planuję. Jeśli macie jeszcze trochę wolnego czasu to polecam serdecznie!

środa, 2 sierpnia 2017

Gdzie jesteśmy kiedy nas nie ma. Maj, czerwiec, lipiec.

Jeśli chodzi o segregację zdjęć jestem straszną bałaganiarą. Robię ich dużo i nie lubię kasować. Nie układam chronologicznie i często nie nazywam folderów. Niestety mój dysk się zapchał i coś trzeba było wyrzucić. Dlatego zrobiłam selekcję i ułożyłam krótki reportaż z czasu kiedy nas tu nie było. A więc od początku:

Pobudka, gimnastyka, śniadanie!



















Potem chwila przed lustrem. Buziak, zdjęcie... mamy różne sposoby żeby wyznać sobie miłość:) 




Dni bywają różne. Są takie, w których świat wywraca się do góry nogami i takie w których da się zachować równowagę!





























































Na pewno jest nam miło, kiedy ktoś nas odwiedza i jeszcze milej, gdy nas do siebie zaprasza!































































Podróżujemy różnie, choć ostatnio często pociągiem.























Długo w nim nie wytrzymujemy, ale do Marty i Zioła jest w sam raz!








Czasami musimy ochłonąć na łonie przyrody...

























...i zjeść coś pożywnego...




























...żeby mieć siły na tańce!





























A przed snem koniecznie trzeba się poprzytulać.