wtorek, 25 października 2016

Ten dzień.

























       

    To nie był dzień, kiedy chce mi się śpiewać, tańczyć i unosić nad ziemią, i nie taki, w którym można przeciągać się na słońcu leniwie jak kot. To był zimny i deszczowy poranek, kiedy odprowadzałam Józia do przedszkola. Przed sobą pchałam wózek z Jurkiem, który ślizgał się na mokrych kafelkach i skręcał w różne strony i chciało mi się płakać razem z tym październikowym niebem, że do tej pory nie zrobiłam prawa jazdy. To był dzień pełen tęsknoty za moim Tatą i Tatą moich dzieci. To były długie godziny spędzone w domu z dwójką małych chłopaków, którzy przywykli spędzać czas na dworze. To był ten dzień, kiedy poddajesz się i nie sprzątasz , a potem odczuwasz niepokój, że Twoim życiem zawładną kompletny chaos. To było zbyt częste zerkanie na zegarek z nadzieją, że w ten sposób przyspieszę czas. 
Aż wreszcie usłyszałam spokojny oddech śpiącego Józia na moim lewym ramieniu. Odwróciłam głowę w stronę Jurka leżącego z prawej strony, a On spojrzał mi w oczy i po raz pierwszy powiedział: KOCHAM MAMĘ. 
To była ta chwila kiedy poczułam się szczęśliwa…w ten zimny, deszczowy dzień.

2 komentarze: