środa, 5 października 2016

Gdzie jesteśmy kiedy nas nie ma.

    Jak wszyscy mamy swoje życie. Czasami dzieje się w nim tak dużo, że brakuje mi sił żeby zadbać o bloga. 
Od miesiąca radzimy sobie w trójkę: ja - matka na krawędzi, Józek, standardowy czterolatek, lekko rozchwiany emocjonalnie, ale dzielnie pełniący obowiązki głowy rodziny i Jurek, który raz jest mały, a raz duży - w zależności od potrzeb w danej chwili. 
Rozstajemy się tylko na chwilę, kiedy muszę popracować. 
Kochamy nasz dom, ale jakoś łatwiej nam się dogadać na świeżym powietrzu, dlatego na dworze spędzamy większość czasu. A tak, mniej więcej wyglądał nasz wrzesień:


Po pierwsze przeciąganie. Każda kość i wszystkie mięśnie będą pracować na największych obrotach!




























Czasem Józio idzie do przedszkola, a czasem nie. Czasem paluszek, a czasem główka, czasem sobota, a czasem deszcz. W każdym razie w trójkę lub we dwójkę, ale do południa raczej zostajemy w domu.



























































Po południu dzień nabiera tempa. Zaczynamy od spaceru!































 Po spacerze czas na obiad! Ostatnio jakoś częściej poza domem...






























Po jedzeniu odrobina sportu! "Biegać, skakać, latać, pływać....w tańcu, w ruchu wypoczywać...". Znacie tę piosenkę?

























We wrześniu dużo podróżowaliśmy pociągiem.






















Było intensywnie, ale na szczęście zdarzały nam się drzemki.



























Dziękuję za uwagę:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz