wtorek, 13 września 2016

Męski pierwiastek.





















       Tata Józka i Jurka wyjechał na półtora miesiąca do pracy. Mija właśnie drugi tydzień. Na pewno łatwiej jest być samotną matką ze świadomością, że to tylko chwilowe. Dlatego chylę czoła przed wszystkimi mamami, dla których rodzicielstwo znaczy tylko i wyłącznie macierzyństwo.
Kiedy ma się jedno dziecko w wieku przedszkolnym to wydaje się, że problem jest mniejszy. Podczas gdy nasz syn/córka wesoło hasa przy przedszkolnych piosenkach my możemy realizować się zawodowo. Jeśli ma się jeszcze jedno, młodsze dziecko, jest trudniej. Pozostaje nam wykorzystać jakieś 2 godziny drzemki w ciągu dnia. I tyle. Dlatego 6 dnia samotności zaczęłam szukać niani. Znalazłam, ale niania to też kobieta, tymczasem Józek i Jurek, jak mawia mój mąż, mają temperament labradora i muszę się siłować jak szczeniaki. Zwykle robią to ze swoim ojcem. Wchodzą do jaskini pod kołdrą i przepychają się, szarpią, drapią, gryzą i wrzeszczą, wszystko ze szczęścia. Potem atakuje ich potwór z kołdrą na głowie. Biegają i krzyczą po całym domu. Naprawdę nie wiem jak On tak podczas upałów, pod tą kołdrą 2/2m wytrzymuje to tempo. Kiedy nadmierne rozbawienie przybiera formę histerii tata zwykle wyprowadza chłopaków na powietrze, które często pachnie ogniskiem. Kiedy wracają, zwykle już w progu zdradzają mi swoje męskie tajemnice, których mieli nie zdradzać, że pili colę i jedli kiełbasę. Czasem w rękach umazanych smarem przynoszą mi prezenty ze szrotu samochodowego, albo wydają dźwięki helikoptera i każą zgadywać gdzie byli. Zawsze wybrudzeni i zwykle szczęśliwi. 
      Czy męski pierwiastek jest rzeczywiście potrzebny? Zdecydowanie tak, choćby po to, żeby ten damski mógł odpoczywać. Tato wracaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz