poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Szaro i optymistycznie.










    




























         Choć u nas na północy świat dookoła jeszcze szary i brązowy, to robi się coraz cieplej. Spędzamy na zewnątrz już kilka godzin dziennie i co najważniejsze – bez rękawiczek.  
Małe, ciekawskie rączki mogą się wreszcie porządnie ubrudzić. 
    Wychodzę z założenia, że jeśli chcę wychować optymistów powinnam pozwolić im szczęścia poszukiwać. Moje dzieci mogą się wspinać na drzewa, mogą się turlać po trawie i grzebać rękami w ziemi. Staram się nie przeszkadzać kiedy tak uparcie chcą doświadczać świata, ale jak to matka polka, chciałabym otoczyć ich płaszczem bezpieczeństwa, chodzić za nimi jak cień i nie spuszczać z nich oka. Mój bystry wzrok badawczo mierzy w stronę głowy, czy czapka nie zsunęła się na oczy, czy dziecko widzi gdzie idzie. Chwilę potem zwinne palce są gotowe, by sprawdzić , czy oby koszulka nie wyszła ze spodni i nie odsłoniła pleców. Gołe plecki! Tylko nie to! A but? Czy nie jest rozwiązany? Przecież mógłby się przewrócić!
I co z tego? Przewróci się to wstanie. Przecież tego właśnie chcę ich nauczyć. 
Żeby powstrzymać moje nadopiekuńcze zapędy potrzebuję miejsca, które mój rozsądek oceni jako bezpieczne. Potrzebuję łąki. Przestrzeni, gdzie mogę usiąść spokojnie i się nie ruszać, a życie niech się toczy wciąż jeszcze w szarości, ale optymistycznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz