niedziela, 20 marca 2016

"Dziewczyna z pociągu".


































      Telewizyjnych teleturniejów raczej nie oglądam, ale mam słabość do „Jednego z dziesięciu”. 
Na początku programu, kiedy uczestnicy przedstawiają się telewidzom, większość z nich w kręgu swoich zainteresowań wymienia „dobrą książkę”. I zawsze się zastanawiam jaka to jest ta „dobra książka”? Pewnie dla każdego znaczy coś innego. Jedni uważają, że dobra książka to taka, z której czerpie się mnóstwo wiedzy na różne tematy: historii, medycyny, geografii… Dla innych to literatura, która zmusza do myślenia, do spojrzenia w głąb siebie, zastanowienia się nad otaczającym nas światem. 
A dla mnie?
Definicja „dobrej książki” zmieniała się wraz z kolejnymi etapami mojego życia. 
A teraz? 
Teraz jest czas, kiedy moje życie mocno przyspieszyło i  bardzo staram się nie tracić cennych chwil. Dosyć sprytnie nauczyłam się wykorzystywać każdą wolną godzinę, a nawet kwadrans. Wcześniej tego nie potrafiłam, nie mogłam skupić się na czytaniu gdziekolwiek i kiedykolwiek. Potrzebowałam właściwego momentu. Teraz potrafię. Potrzebuję tylko odpowiedniej książki, która mnie pochłonie. 
     Podobno jeśli staniemy za blisko pędzącego pociągu to powietrze może wciągnąć nas pod koła. Zaryzykowałam. 
Właśnie ruszył pociąg do Londynu. Wsiadłam i nie żałuję. Jadę równym, hipnotyzującym tempem tudumtudumtudum, tudumtudumtudum… Mijam kolejne rozdziały. Jadę z Rachel - „Dziewczyną z pociągu”, jadę z Anną i Megan. Opowiadają mi swoje historie, a ja wsłuchuję się w nie coraz bardziej i bardziej. Chciałabym żeby pociąg zwolnił, bo nie chcę jeszcze dotrzeć do stacji końcowej, a jednocześnie mam ochotę zajrzeć w przyszłość, żeby sprawdzić co się stanie kiedy dojadę, kiedy otworzę ostatnią stronę.
Szukam rozwiązania. Błądzę po przedziałach patrząc podejrzliwie na pasażerów. Szukam wyjścia i chwilami wydaje mi się, że je znalazłam, a wtedy  drzwi okazują się zablokowane. Czasem  wiem, jestem pewna jak się skończy ta podróż, a potem staję w drzwiach ostatniego wagonu i patrzę na szlak torów, które minęłam i wiem, że znów jestem w błędzie.
     „Dziewczyna z pociągu” mnie wciągnęła. Poświęciłam jej swój czas kosztem brudnych naczyń w zlewie i podkrążonych oczu. Ale nie żałuję. Jeśli jakimś cudem jeszcze jej nie czytaliście, to śmiało kupcie bilet i ruszajcie. To dobra książka. 

4 komentarze: