niedziela, 7 lutego 2016

Let's dance!
















  Mały Jurek zgramolił się właśnie z krzesła i pobiegł w stronę boomboxa stojącego w kącie w kuchni. Kupiłam go jakieś 15 lat temu i wtedy był szczytem moich marzeń. Zostaliśmy przyjaciółmi na długie lata. Podśpiewując coraz to nowe melodie towarzyszył mi przy każdej przeprowadzce, aż wylądowaliśmy razem w mieszkaniu, w którym kilka piosenek później pojawiły się małe rączki. Małe, bezwzględne paluszki, które nacisnęły kilka razy za mocno klapę odtwarzacza i rozebrały część obudowy. Nie można już odsłuchać na nim kaset, ani płyt, ale jest jeszcze radio i mały Jurek wie, gdzie nacisnąć guziczek. 
Pojawiają się pierwsze dźwięki. Po pierwszej nutce Jurek zaczyna tańczyć.
Let’s dance! 
Zgina te swoje śmieszne kolanka, pupa przysiada i wstaje, przysiada i wstaje, rączka w górze macha całkiem rytmicznie. Jest w tym jego tańcu jakiś magnetyzm. Nie można oderwać wzroku. Roześmiane oczy patrzą porozumiewawczo na Józka.
Let’s dance to the song they’re playin’ on the radio…
Wystarczy jedno mrugnięcie, ułamek sekundy, jeden więcej ton i Józek składa dłonie w piąstki, wystawia palce wskazujące ku górze, jakby chciał przedziurawić powietrze i zaczyna przeskakiwać z prawej nogi na lewą. Ciężko mu jeszcze utrzymać równowagę na jednej nodze, dlatego jego ruchy przypominają trochę elementy tańca współczesnego. 
–Mamo! Umiesz tak? – robi pół obrót i przewraca się, wcale nie przez przypadek. To było zamierzone. Podnosi jedną rękę i nogę do góry, szybkim ruchem podrywa się i staje na palcach jak gdyby chciał wzbić się wysoko i odlecieć. I odlatuje.
Tymczasem mały Jurek odkrywa, że jak będzie kręcił się ciągle w jedną stronę, to potem coś dziwnego dzieje się w jego głowie. Dziwnego, ale całkiem przyjemnego. Kręcą się obaj. Kręci się świat. Pierwsza w życiu faza. 
Józek wyciąga ręce do taty, który siedzi przy kuchennym stole i gra na niewidzialnej perkusji. Ręce Józka wybijają go z transu, podbiega i bierze syna na ręce.
If you say run, I’ll run with you… 
Józek jak  wystrzelony z katapulty wylatuje w powietrze i ląduje z powrotem w ramionach taty. 
Jurek też chce latać. Obejmuję go i podnoszę. Małe stópki odrywają się od ziemi. Lecimyyyyy! W pozycji żabki ściska nogami moje kołyszące się biodra i uderza otwartą i naprężoną ze szczęścia dłonią w mój kark i głowę. Puls przyspiesza. Serce wali szybko jak u chomika. 
Because my love for you Would break my heart in two… 
Ktoś podkręcił gałkę “volume” do końca. Głośniki trochę trzeszczą, David śpiewa jakby miał chrypę. 
Let’s sway! 
Śpiewam z nim. Śpiewam głośno! Józek i Jurek krzyczą ze szczęścia! Tata ma napad histerycznego śmiechu. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
A jak Wy rozładowujecie emocje?

2 komentarze:

  1. Chyba nikt, oprocz naszych sasiadow, o tym nie wie, ale uwielbiamy spiewac i grac na gitarze. Bardzo glosno:)

    OdpowiedzUsuń
  2. :)U nas już był dzielnicowy:)

    OdpowiedzUsuń