wtorek, 19 stycznia 2016

Zrobię babci na złość...










 




























      „Zrobię babci na złość  i odmrożę sobie uszy”. Znacie to powiedzenie? Ja znam bardzo dobrze. Przypomniało mi się przy okazji robienia zdjęć dla Agaty z Trykot. trik trik. 
Stanęła mi przed oczami babcia, która zawsze sprawdzała, czy w mroźne, zimowe dni wychodzę z domu w czapce. Siadała w fotelu bujanym i przeprowadzała rutynową kontrolę ilości warstw odzieży. Sprawdzała nawet mojemu pięćdziesięcioletniemu tacie, czy ubrał kalesony. Taka już była, trochę nadopiekuńcza, ale w dobrej wierze. 
No więc wychodziłam na dwór w czapce, ale gdy tylko dom zniknął za zakrętem, chowałam ją do kieszeni. W ten sposób chciałam pokazać światu, że dojrzewam, a wychodziło odwrotnie. Próbowałam udowodnić, że nie straszny mi ani mróz, ani dorosłość. Miałam jakieś osiem, może dziewięć lat i upierałam się, że czapki zimą noszą tylko smarkacze. 
      Los bywa przekorny, bo teraz pożyczam czapki od Józia, który ma trzy lata. Nie zrozumcie mnie źle. Nie noszę czapek z bohaterami bajek dla trzylatków. Staram się kupować uniwersalne, takie, po które w ferworze ubierania dzieci przed wyjściem, może sięgnąć i tata i syn. Najczęściej są ręcznie robione, bo najbardziej kocham takie, które przywołują obraz babci na fotelu bujanym z drutami w rękach i kłębkiem włóczki na kolanach.
       Zbliża się  Dzień Babci. Zróbmy jej prezent. Naciągnijmy mocniej czapki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz