środa, 13 stycznia 2016

Roślinka zwana związkiem.










    

























     Wersja oficjalna jest taka, że wszystkie rośliny jakie miałam w domu obgryzł mi kot. Był bezlitosny do tego stopnia, że teraz  brakuje nam zieleni. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam od koleżanki kwietnik z makramy. Mogłam kupić nową roślinkę i umieścić w bezpiecznym miejscu metr po sufitem, co daje kotu przeszkodę w postaci dwóch metrów od podłogi. Nie sięgnie. Nie da rady, a już na pewno nie podskoczy i nie ugryzie w locie. Pozostaje tylko przymocować haczyk, a to w naszym domu męska działka ze względu na specyficzną konstrukcję ścian. 
Podobno mężczyźnie nie trzeba w kółko powtarzać  żeby coś zrobił, wystarczy raz na pół roku. Tym razem miałam szczęście, bo udało się w dwa tygodnie. Troszkę przymilania, analizowania humoru, wyczekiwanie wolnej chwili, sprawdzanie odpowiedniego poziomu odprężenia męża, podpuszczania dzieci, żeby zapytały tatę, kiedy powiesi kwietnik itd. W końcu roślinka zawisła w bezpiecznym miejscu, a nasz związek tego dnia znów rozkwitł. 
    Spędzamy z mężem bardzo dużo czasu razem, ale ten czas kręci się w 90% wokół dzieci. Dla naszej dwójki zostaje naprawdę niewiele. Jak go dobrze wykorzystać? Można by w tym miejscu rozchylić lekko usta, mrugnąć długimi rzęsami, puścić oczko i pobawić się zalotnie włosami. Ale kto ma siłę??? W większości przypadków u mnie bywa tak, i założę się, że Wy-mamy też tak macie, że jedyne czym mam siłę poruszać wieczorami jest moja żuchwa. Przeżuwam więc te swoje ciasteczka i popijam ciepłym kakao w nagrodę za moje zmęczenie, a obok to samo robi mój mąż.
   Siadamy przy kuchennym stole i rozmawiamy o tym co w dużym świecie i co w malutkim, naszym własnym, czteroosobowym (plus kot). Lubię wiedzieć co czuje mój mąż, a on lubi się rozgadać. Kiedy widzi, że słucham, a do tego parę razy mu przytaknę, to zawsze oddaje mi dodatkowe ciasteczka ze swojej puli i może mówić dłużej. Kiedy zjadam już wszystko, to zaczynam mówić ja. Mój mąż mnie słucha, choć czasami wydaje mi się, że skoro nie rozchylam ust i nie głaszczę się po włosach, ciasteczka też mu zjadłam, to wolałby już oberwać rękawy od jeansowej kurtki, założyć kowbojki, spryskać się whisky i iść pograć na perkusji. 
Wieczór to też czas, żeby zrobić coś dla siebie, dlatego nasze rozmowy nie trwają do rana. To nie ten moment w życiu, nie ten etap. 
     Minęły trzy lata od kiedy mamy dzieci i to były lata bardzo trudne dla związku. Błędem jest myślenie, że urodzenie dziecka może naprawić relacje między rodzicami. Wręcz odwrotnie. On i ona muszą najpierw zadbać o warunki, a potem pamiętać, że roślinka zwana związkiem zaczyna kwitnąć przy kuchennym stole. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz