wtorek, 24 listopada 2015

W nocy.






























 Zamyśliłam się. 
     To taka pora roku, kiedy często mi się to zdarza. Późna jesień. Wszystkie kasztany, żołędzie już spadły, a miejsce jesiennych ludzików zajmą niedługo  czerwono - białe mikołaje. 
Gdzieś między zapachem wilgoci i świątecznych pierników, między kałużą i zaspą, między wczesnym porankiem, a wczesnym wieczorem… Śnieg nie skrzypi jeszcze pod butami, za to w domu ciągle słychać stukanie deszczu o parapet.
  O tej porze roku łatwiej mi się zamyślić o czymś innym niż plan dnia, o czymś bardziej abstrakcyjnym. 
Dziwne, że ta ponura, późna jesień to jedyny czas, kiedy rozbudzona w nocy kolejnym karmieniem, nie panikuję, że wszyscy ludzie śpią, „a ja jedna tylko nie”. Nie kręcę się z boku na bok, kiedy w mroku małe problemy rosną w mojej głowie i stają się nie do uniesienia, tak wielkie, że aż łóżko trzeszczy pod ich ciężarem. Rozbudzona w nocy zamyślam się… medytuję przy dźwięku kropel pukających w moje okno. Zahipnotyzowana równym oddechem śpiącego obok dziecka. Wdech, wydech, wdech, wydech… kap kap, kap kap..., naciągam kołdrę, wpatruję się w majaczące w ciemnościach kształty i nie boję się. Odpoczywam. 
   Moja koleżanka powiedziała, że dawniej „najbardziej lubiła deszcz, wieczór, żeby czytać książki i słuchać bajek z płyt. A dziś ma jakieś ale”. 
W nocy nie ma żadnego „ale”. Noc jest dla mnie.  Nic już nie muszę… mogę wsłuchać się w przerywaną deszczem i oddechem dziecka ciszę i… zamyślić się.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Parampampam










































     



















      Z muzykiem w domu łatwo się nie żyje, ale z muzykiem w domu żyje się ciekawie. Z jednej strony denerwuje, bo puka, stuka, bo wychodzi na próby, bo rozkłada pałki wszędzie, a one lubią się sturlać i narobić hałasu właśnie wtedy, kiedy dzieci śpią.
 Z drugiej strony wszystko mu się wybacza kiedy gra koncert. Bo skoro puka i stuka parę godzin dziennie, to znaczy, że coś tam potrafi. Potrafi tata Józka i Jurka i potrafią wujkowie, którzy na szczęście nie mieszkają z nami. Mają swój świat, który się nazywa Parampampam trio i czasem grają koncerty, a czasem na żywo do filmów niemych.Widziałam "Brzdąca" Chaplina z ich muzyką, "Generała", "Kota i kanarka", a w ostatni weekend grali do filmu animowanego "Przygody księcia Achmeda". 
       Jeżeli bedziecie mieli okazję zobaczyć kino nieme z muzyką na żywo, to szczerze polecam, a jeśli bardzo chcecie, to Parampampam trio  z filmami może przyjechać też do Waszego miasta! 

Ostatnie zdjęcie pochodzi z archiwum zespołu Parampampam trio. Więcej o nich znajdziecie Tu.


czwartek, 12 listopada 2015

10 rzeczy...

































1.   Sport to zdrowie! Sto lat mody fitness w 100 sekund zobaczcie Tu
2.   Jeśli chcecie wytapetować mieszkanie zajrzyjcie Tu.
3.   Dużo jesiennego DIY znajdziecie Tu.
4.   Gdybym jeszcze raz miała wyjść za mąż, pewnie chciałabym suknię stąd.
5.   Nowy sposób na odrosty Tu.
6.   Fajnej piosenki posłuchajcie Tu.
7.   Piękne zdjęcia kobiecego ciała po urodzeniu dziecka możecie w skrócie obejrzeć  Tu, a  stronę Jade Beall znajdziecie Tu.
8.   Sezon na dynię jeszcze trwa. Po przepis na przepyszną zupę zapraszam Tu.
9.   Jakie cuda można zrobić z papieru sprawdźcie Tu.
10. A może by tak uciec na chwilę gdzieś, gdzie jest cieplej? Na przykład Tu?

środa, 4 listopada 2015

Jak to jest...





















































    Kiedy byłam w ciąży pierwszy raz mówiłam, że wszystko mi jedno, czy będę miała chłopca czy dziewczynkę. Przeczucie podpowiadało mi syna, ale ja chyba jednak bardziej chciałam prasować falbanki i pleść warkocze. 
Widziałam ją, jak spod długich rzęs spogląda na mnie z zachwytem jak zwinnie krzątam się po kuchni. Razem piekłyśmy wspaniałe torty (choć nigdy jeszcze żadnego nie upiekłam), bułeczki, babeczki… widziałam jak rejestruje w swojej głowie kolejność: krem, podkład, puder, róż, tusz… widziałam jaka jest pilna, jaka zorganizowana, zdolna… Nie odkłada na później, chłonie wiedzę, żeby w przyszłości zostać astronautką albo prezydentem. W okresie dojrzewania buntuje się, bo to normalne, ale nie dużo. Jest mądra i słucha. Moje rady bierze głęboko do serca, bo mama też jest kobietą i rozumie najlepiej.  Uśmiechałam się, gdy wyobrażałam sobie jej tatę, jak podłamany balansuje między różem i fioletem. Widziałam jak czeszą lalkom kucyki i jak tata układa dla niej piosenki, by mogła swoim słowiczym trelem wprawić w zachwyt sąsiadów, którzy pukają w sufit, ściany i podłogę, żeby nie przestawała, choć już dawno po dwudziestej drugiej. 
     Tymczasem moja karma każe mi się wspinać na drzewa, nosić w torebce kije, pióra i kamienie. Zamiast baśni o małych, kolorowych kucykach hasających w magicznym lesie oglądam na youtubie pracujące koparki. Nie, nie w bajkach, tylko zwykłe filmiki nakręcone na budowie. Znam wszystkie rodzaje ciężarówek, dźwigi, podnośniki, walce, traktory… Zdarza mi się odprawiać pociągi na dworcu i podziwiać wiertarki w „Obi”. Czasem słyszę drwiący rechot męża z drugiego pokoju kiedy wydaję dźwięki nadlatującego helikoptera. Od czasu do czasu jakaś starsza pani na ulicy dołoży swoje: „synowa, to nie to samo, co córka”. 
     Ale tak naprawdę nie zamieniłabym tych dwóch łobuzów na milion grzecznych dziewczynek, bo kocham spędzać z nimi czas. Uwielbiam patrzeć jak świat ich ekscytuje, jak budzą się w nich zainteresowania. 
Niczego im nie narzucam, tylko czasem podsunę czerwoną szminkę, albo zrobię zdjęcie jak dumnie pchają różowy wózek w „Smyku”. Wołam wtedy: „Patrz kochanie!” i z drwiącym uśmiechem spoglądam na męża.