niedziela, 18 października 2015

Jerzyk
























        Rok temu kiedy w zimne październikowe wieczory kładłam się spać do ciepłego łóżka, kiedy po wielu próbach wreszcie znajdowałam wygodną pozycję dla siebie i dla mojego brzucha, kiedy układałam jedną poduszkę sobie pod głowę, a drugą Jurkowi i przykrywałam nas miękką kołdrą, przy delikatnym, przyjemnym świetle lampki prosiłam po cichu, żebyśmy dziś mogli już zostać w domu, że nie chcę już wychodzić  z naszego przytulnego gniazdka, bo jest za zimno, za późno, bo jestem zmęczona. Tymczasem Jurek dał mi pierwszą w życiu lekcję. Czasem warto przygryźć usta, mocno, aż do krwi i zrobić jeszcze jeden gest, kiedy wydaje się nam, że zrobiliśmy już wszystko. Otworzyć oczy, choć przekrwione ze zmęczenia, zostawić to, co wydaje się nam najlepsze, najwygodniejsze, stawić czoła wyzwaniom i zaryzykować…
     Zawsze podziwiałam ludzi, którzy wiedzą czego chcą i są wytrwali w postanowieniach, nie poddają się, nie rezygnują, idą dalej mimo przeszkód… Taki jest Jurek. Z podziwem patrzyłam przez ostatni rok jak bardzo jest zdeterminowany, jak bardzo czegoś chce, jak uparcie do tego dąży i wreszcie mu się to udaje. Obserwowałam jego małe paluszki, które cierpliwie uczyły się łapać coraz mniejsze przedmioty, jego nóżki, które niezmordowanie ćwiczyły przez całe dnie, by tuż przed urodzinami dać ten pierwszy krok ku dorosłości. Przez cały rok przyglądałam się małemu dziecku, starałam się pomagać i uczyć, a tymczasem ono dało mi kolejną ważną lekcję.

      Kiedy urodził się Józek moje życie skupiło się na nim. Nie chciałam opuszczać go nawet na chwilę i najchętniej nie wypuszczałabym go z ramion. Tak bardzo się zakochałam…  Józio każdego dnia szczęśliwie lewitował przez nasz świat, którego stał się przewodnikiem. Tymczasem my wkraczaliśmy na coraz cieńszy lód zapominając o sobie nawzajem. Powoli przestawało wystarczać zmęczonej  mnie dla spracowanego niego. Nie wiem jaki byłby Józio, jak wyglądałoby nasze małżeństwo za kilka lat, gdyby nie pojawił się Jurek. Pokazał mi, że świat się nie zawali jeśli jego brat pobawi się sam, że my z tatą potrzebujemy siebie nawzajem bardziej niż kiedykolwiek. Nie trzeba nam lasu rąk do pomocy, bo możemy na siebie liczyć, i nie warto wmawiać sobie, że nie mam czasu, bo czas się znajdzie jeśli się czegoś chce. 
     Za tydzień Jurek skończy rok. Kocham Cię synku i dziękuję.

3 komentarze:

  1. Myślę, że determinacja leży w głowie każdego dnia, albo chcemy iść dalej, albo stoimy w miejscu i nic nie robimy z możliwościami jakie posiadamy dookoła. Ja osobiście wolę brać to co mi życie daje, często też pomagam szczęściu oby do mnie doszło, nie jest łatwo, często się boje jak sobie poradzę, jak to będzie, przecież takie ogromne zmiany Nas czekają, ale właśnie żyjemy w jakimś celu, celu najwyższym na świecie, zostać rodzicami i wychować dzieci na szczęśliwych ludzi. Mój Kubuś fiksuje w brzuchu, odliczam tygodnie jeden za drugim, jestem przerażona porodem i chcę już mieć to za sobą a syna na rękach. Czas leci nie ubłagalnie, dla każdego :)
    Życzę Wam kolejnych lat wspólnego szczęście, życie w zdrowiu i miłości.
    Pozdrawiam cieplutko.
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze troszeczkę, jeszcze troszeczkę...i będziecie się przytulać:) Kiedy urodziłąm Józka na jakis czas wyłączyłam internet, nie mogłam obejrzeć żadnego filmu, przeczytać żadnej książki. Leżałam i patrzyłam na nowego lokatora i czułam się bardzo szczęśliwa. Z Jurkiem było inaczej. Nie miałam czasu leżeć, bo był już Józio. Za to zrobiłam się zaradna, a czas mam zorganizowany co do minuty:)(no, może czasami odpuszczam). Wydoroślałam też, naprawdę...:)

      Usuń