poniedziałek, 7 września 2015

W starym dworku






































   
        Był stary, stary las, a w tym starym,  starym lesie stał stary,  stary dom, a w tym starym, starym domu… działa się pewna historia. 
Przejeżdżając przez warmińskie i mazurskie wsie można spotkać duże wiekowe domy z kolumnami, stare dworki, z których każdy skrywa swoje dzieje. Jedne przywołują obraz romantyczny, jak z „Nocy i dni”, a inne wywołują niepokój rodem z „Wilczycy”. Czasem stoją puste, porzucone, a czasami ktoś próbuje nadać im drugie życie i stworzyć  nową, własną opowieść.  
Mijając takie posiadłości zastanawiam się jacy ludzie w nich mieszkali, czy mieli radosne życie, a może byli nieszczęśliwie zakochani…, czy po podwórku biegały roześmiane dzieci i czy rodzice marzyli, żeby ich potomkowie zapełnili dworek na zawsze, aż do nieskończoności, żeby rozkwitał przez kolejne pokolenia, żeby trwał… 
     Mieszkamy w starej kamiennicy , w  mieszkaniu, które ma ponad 100 lat, owianych dla mnie tajemnicą. Nie łudzę się, że to nasze miejsce, choć piękne,  zostanie w jakimś sensie naszym rodzinnym dziedzictwem. Nie mam nadziei, że kiedyś będzie przechodziło z pokolenia na pokolenie, podobnie jak rzeczy, które tak pieczołowicie zbieram. To nie jest moim marzeniem. Kocham tę jedną z najpiękniejszych ulic w Olsztynie, powiew przeszłości, który pojawia się z chwilą, gdy łapiemy za klamkę starych, drewnianych drzwi, ściany, w których tkwi część duszy najważniejszych dla mnie ludzi. Jednocześnie wiem, że mieszkanie tu razem na zawsze jest niemożliwe, bo moim marzeniem jest żeby moi synowie byli przede wszystkim niezależni. 
 Ale jak zbudować niezależność w kimś kto jest częścią mnie?  Jak nauczyć ich być silnym, jeśli z miłości chciałoby się zrobić dla nich wszystko? Wciąż staram się szanować ich zdanie, dawać im wybór i pozwalać być samodzielnymi, choć czasem, gdy widzę jak Józek długo próbuje ułożyć puzzle, zdarza mi się podejść i dopasować element w odpowiednie miejsce. Nie jestem idealna. Nie czytam podręczników o wychowaniu, a jeśli przeczytam, to i tak pod wpływem chwili zapominam o zasadach i kieruję się intuicją. 
Czy mnie nie zawiodła, dowiem się pewnie dopiero wtedy, kiedy w kieszeniach spodni Józka i Jurka zabrzęczą klucze do nowego rozdziału ich własnej historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz