czwartek, 3 września 2015

Ostatni weekend sierpnia



































       























     Jeśli kiedyś będę chciała zamieszkać na wsi, możliwe, że wybiorę Jadamowo. Dwa domy „na krzyż”, jeden duży, piękny dworek, las, jezioro i cudowne widoki. Jeśli jednak zostanę w mieście, to Jadamowo zostawię sobie na wakacje. 
       Tam spędziliśmy ostatni weekend sierpnia.
 Nie chcemy zwiedzać wielkich miast, kiedy Józek i Jurek są jeszcze mali i nie chcemy zaprzątać sobie głowy problemami „jak dojść”, „jak dojechać”, „gdzie się skryć w upale”…  . Teraz jest czas na jedno wygodne i przytulne miejsce nad jeziorem, gdzie w gorące południe można wskoczyć do wody na golasa, bo dookoła nie ma nikogo. 
Tu nie trzeba było się spieszyć. Mieliśmy czas, żeby odpowiedzieć Józkowi na tysiące nurtujących go pytań. Nie trzeba było biegać za Jurkiem, bo świetnie sam sobie radził na podwórku Wystarczyło go obserwować jak pasterz swoją owieczkę i co jakiś czas wyjąć z buzi źdźbło trawy. Nie wydawaliśmy na głupoty, bo w okolicy nie było sklepu. 
Można było za to popływać łódką, pójść na ryby, ugotować coś pysznego, posiedzieć z przyjaciółmi na tarasie z widokiem na malownicze tereny, kiedy dzieci poszły spać.
       Taki weekend ukoi skołatane nerwy, zregeneruje organizm i wyciszy umysł. Według mnie to idealny sposób, żeby pożegnać wakacje.

1 komentarz: