czwartek, 10 września 2015

Koniec lata

  
























       Dzieci zasnęły dziś jak zwykle przed dwudziestą, a wydaje się jakby było już późno w nocy. Za oknem mrok. Jeszcze tydzień temu, kiedy kładłam je spać światło wpadało do domu wszelkimi możliwymi otworami i przy każdym usypianiu obiecywałam sobie, że zmienię zasłony na ciemniejsze. 
Być może jutro, kiedy wstaniemy wciąż będzie ciemno i poczuję, że brakuje mi rozświetlonego słońcem mieszkania, słońcem, które czasem dodawało energii, a czasem słodko rozleniwiało.
 Już niedługo zimny prysznic zamienię na gorącą kąpiel i będę sobie wyobrażać, że zanurzam się w nagrzanym od słońca jeziorze. Zamiast cieszyć się ciepłym, letnim deszczykiem,  schowam dzieci pod swój sweter i pobiegnę pod pierwszy lepszy daszek, żeby nie zmarzły w przemoczonych butach. Już nie będziemy biegać boso. Zmysł dotyku będziemy rozwijać w ciepłych skarpetach. Nadchodzi pora, żeby zamknąć okna i balkon otwarty szeroko od miesięcy. Przez szybę będę patrzeć jak zmieniają się kolory na ulicach. Jak kwieciste sukienki chowają się pod ciepłymi płaszczami w kolorze ziemi, a ze straganów znikają maliny i jeżyny. Już nie pokłujemy rąk zrywając agrest w ogrodzie u babci. Już nie zrobimy kolczyków z czereśni i nie wybrudzimy ust jagodami. Ze skrzynki pocztowej zamiast kartek z podróży wyjmiemy ulotki i listy z banku.
 Kończy się lato, czas pól makowych, chabrów ukrytych w zbożach, czas żniw i spadających gwiazd. Znów stałam się rok starsza, gdy w sierpniu świętowałam urodziny, a już za chwilę Jurek zdmuchnie swoją pierwszą w życiu świeczkę.
 Nadchodzi jesień i zaczynam się robić trochę bardziej melancholijna.  Zamiast dziarsko podskakiwać przy radiowych przebojach, wolę włączyć Nicka Cave’a. Spakować termos z ciepłą herbatą i pojechać do lasu. Powąchać świat pachnący wilgotną ziemią i mokrym drewnem. 
       Trochę się jednak cieszę, że mieszkam w miejscu, gdzie są widoczne cztery pory roku - gdzie lato jest słonecze, zima śnieżna, wiosna rozkwita zielenią, a jesień spowita we mgle ma jakąś wyjątkową, magiczną moc.

2 komentarze:

  1. A dla mnie lato mogłoby trwać i trwać... :)
    Każda pora roku ma swój urok, ale te dni tak szybko się kończące, ciemność za oknem i jesienne chlapy potrafią człowieka nieco przybić. Chyba trzeba pomyśleć nad jakimiś poprawiaczami nastroju w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowiek biegał za dziećmi całe lato żeby zgubić kalorie, a teraz czekolada znów pójdzie w boczki:)

    OdpowiedzUsuń