poniedziałek, 6 lipca 2015

Piknik
















































     
        Powiem Wam w sekrecie, że marzy mi się taki dzień bez wychodzenia z domu. Żebym wstawała z łóżka tylko po to, żeby się do niego położyć, żebym mogła w ciszy i spokoju, otoczona pysznościami oddawać się słodkiemu lenistwu. Taki dzień pewnie wkrótce nadejdzie.
         Ale lubię też dni, kiedy jesteśmy w domu wszyscy razem, choć z góry wiadomo, że długo w nim nie wytrzymamy. 
Przychodzi moment, kiedy nasze twarde dyski zwalniają pod wpływem nawału pytań, a serwery padają od podejmowania decyzji wychowawczych. Wtedy wzrok mój i męża spotykają się. To ciche porozumienie, że włączamy tryb awaryjny i idziemy się resetować.
         Mamy swoje ulubione miejsce za miastem. To przystań kajakowa nad rzeką, tylko kilka minut samochodem od domu. Miejsce, w którym naprawdę można odpocząć. 
Jurek zwykle ucina sobie drzemkę, Józek  jest zajęty swoimi sprawami, a ja mogę poleżeć na trawie i wstać tylko po to, żeby przenieść się na koc, wokół cisza i spokój, tylko my i czasem jakiś rybak, który cierpliwie czeka aż spławik drgnie. To miejsce, w którym, jak w żadnym innym, otoczona wybornym towarzystwem mogę oddać się przez chwilę słodkiemu lenistwu.

1 komentarz: