poniedziałek, 22 czerwca 2015

W gościach



























     



























      W niedzielę odwiedziliśmy naszych przyjaciół. Pomijając to, że po prostu się lubimy i nie potrzebujemy powodu, żeby do siebie pojechać, my mieliśmy je aż trzy: po pierwsze - urodził im się syn - Gustaw; po drugie zrobili generalny remont mieszkania i moja ciekawska natura nie dała mi usiedzieć w miejscu; po trzecie - dobrze gotują. 
         Cudownie było zobaczyć ich w roli rodziców, jak są zgrani i jak doskonale sobie radzą. Wspaniale było znów potrzymać na rękach tak małego człowieczka, który przytulony do piersi nagle się uspokaja. Bardzo się cieszymy, że do bandy naszych chłopaków dołączył kolejny ananas. Słodki twardziel - Gucio!
          Prawie cały dzień padał deszcz, dlatego siedzieliśmy w domu, nie licząc wyprawy Kontiki, w składzie: wujek, tata, Józek w celu wyprowadzenia psa. Józek wrócił całkiem mokry, ale szczęsliwy do tego stopnia, że dał sobie nałożyć suche skarpety cioci. Z piętami na wysokości kolan pomagał przygotować przepyszne sushi, którego zresztą został amatorem.
         Jesli chodzi o mnie, nie czułam żadnej potrzeby wychodzenia na dwór, a wręcz odwrotnie - w tym małym mieszkanku w starej kamiennicy czułam się jak ryba w wodzie. 
Choć zostało kilka elementów do wykończenia, to ja, w myśl zasady, że idealne jest nudne, pokochałam ich mieszkanie od pierwszego wejrzenia. 
Tym większe robi wrażenie, że Marta (http://plastykaczasu.pl/) i Paweł (misieniechce.blogspot.com), zrobili większość rzeczy sami. Sami zbudowali półki, szafki i odnowili stare meble. To wętrze jest dla mnie inspirujące na tyle, że w głowie kwitną mi pomysły, zacieram ręce, a zrozpaczony mąż już prędko mnie do nich nie zawiezie.

fot. Mazurskie Zioła


1 komentarz:

  1. niezwyklle klimatycznie i ciepło. też mnie zauroczyło wnętrze!

    OdpowiedzUsuń