środa, 3 czerwca 2015

Łóżeczko pod specjalnym nadzorem








































          Pamiętam jak niedługo przed narodzinami Józka malowałam jego łóżeczko. Myślałam sobie, że już lada chwila wypełnię je  zdrowym, dorodnym bobasem i będziemy z tatą przyglądać mu się z naszego dużego łóżka, jak śpi tak słodko, jak tylko bobasy potrafią.
 I przyszedł na świat Józef. Jego sen okazał się słodki, ale krótkotrwały. Pierwszy skapitulował  tata. „Ruch jak na dworcu” stwierdził i przeniósł się na kanapę. A potem my poddaliśmy się walkowerem.           I tak łóżeczko stało się zwykłym stojakiem do przewijaka, potem  przez jakiś czas służyło Józiowi jako trampolina. Trzeba było go tego oduczyć, bo na świat szykował się Jureczek.  
Tym razem nic nie planowałam. Postanowiłam, że wszystko ułoży się naturalnie, że każdy pościele sobie tak, żeby dobrze się wyspać.
          Minęło pół roku, a pociąg jedzie dalej, choć często marzę żeby  zaszyć się w przytulnej kuszetce przed moim małym konduktorem i przejechać na gapę całą noc. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz