niedziela, 14 czerwca 2015

Imiona


































   
      Wybór imienia dla pierwszego dziecka był dla nas niezwykle trudny. Miesiącami wertowaliśmy kalendarze, intermet, literaturę, własną pamięć i nic. W końcu sąsiadka z boku krzyknęła: "Józek! Obiad!" na tyle głośno, że dotarło do nas i wpadło w ucho.
Tym sposobem nazwaliśmy pierworodnego po sąsiedzie. Imię Józef ma tyle zdrobnień, że codziennie możemy zmieniać wersję, ale żeby się biedak nie pogubił i wciąż reagował, najczęściej zwracamy się po prostu Józio.
     Kiedy znów byłam w ciąży żartowaliśmy, że mamy już Józefa, więc jeśli urodzi się  dziewczynka nazwiemy ją Maryja. 
Tymczasem na świat przyszedł Jerzy. Nie wiem czy to na fali świnki Peppy, czy narodzin księcia George'a, a może w ramach sąsiedzkiej sztamy daliśmy młodszemu synowi imię, jakie nosi nasz sąsiad z góry. Mąż był na tyle uparty, że nie stawiałam oporu. Zwłaszcza, że imię Jurek też można modyfikować na wiele sposobów. Tata woła: "Jerz", Józek: "Lulek", ciocia: "Jerzynka", a babcia i tak niezmiennie "Król".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz