sobota, 30 maja 2015

Jagoda









        Macie kogoś takiego, na kogo przyjazd zawsze bardzo czekacie i jest Wam smutno gdy wyjeżdża? Kogoś, kto wpada raz na pół roku, ale najchętniej by z Wami zamieszkał? Kogoś, przed kim niczego nie trzeba udawać, bo nawet się nie da, bo ten ktoś za dobrze Was zna? 
To taki gość specjalny, na wizytę którego nie trzeba specjalnie sprzątać, gotować i któremu nie przeszkadza, że nie można pogadać, bo dzeci krzyczą. Kogoś kto ma taki sam poziom wrażliwości i nawet jest do Was podobny z wyglądu, choć nie jesteście rodziną?  
       Ja mam! To moja przyjaciółka Agnieszka, która zrobiła mi takie ładne zdjęcia, mimo tego, co działo się poza obiektywem:)



czwartek, 28 maja 2015

Maj to bzy!










      Zawsze kiedy widzę krzak bzu przed oczami staje mi taki obrazek:
Ciepły, majowy dzień, bajkowa aleja porośnięta bujnie rozkwitającym lilakiem. Przez białe i fioletowe kwiaty gdzieniegdzie przebijają promienie słońca, które padają na wrażliwą i jasną skórę przechadzającej się po alei hrabiny. 
Na biodrze hrabiny spoczywa delikatna ręka hrabiego, a tuż przed nimi hasają dwa małe hrabiątka, grzecznie bawiąc się ze starannie wyszczotkowanym białym pudlem.
Dookoła spokój i harmonia, subtelny powiew orzeźwiającego wietrzyku i śpiew ptaków, który doskonale komponuje się z dziecięcym śmiechem.
Ich brzuchy wypełnione są wytwornym obiadem wprost ze srebrnej zastawy, a głowy wolne od trosk. Co prawda hrabina narzeka na lekko uciskający gorset, hrabia natomiast zapomniał cygara, ale „Kto nie zaznał goryczy ni razu…”, dlatego są wyrozumiali i nie marudzą.

     Tymczasem w innej posiadłości , na drugim piętrze, w kuchni właśnie dochodzą ziemniaki.
 W tle słychać donośny krzyk hrabiątek  przeplatający się z miauczeniem kota. 
Widać hrabinę, która mota się jak węgorz. Desperacko próbuje trzymać się zasady „gotuj-zmywaj naraz”, jednocześnie nie spuszczając oka z hrabiątek, które teraz zaczynają dobierać się do mocno już wyliniałego dachowca. W myślach hrabina woła pomocy w kierunku męża - hrabiego, który od dwóch tygodni jest poza domem i ciężko pracuje, by zapewnić rodzinie dostatek. 
Zaaferowana kłótnią dzieci hrabina, zapomniała o ziemniakach, które przywarły do garnka i rozniosły dookoła nieprzyjemną woń spalenizny. 
Żeby uchronić nozdrza hrabiątek postanowiła wyjść z domu. W pośpiechu spakowała dzieci i ruszyła w stronę popularnego placu zabaw, położonego przy torach kolejowych, gdzie krzyk tłumu dziatwy co jakiś czas zagłuszany jest stukotem kół pociągu.  Spędziła tam dużo czasu, bacznie obserwując coraz bardziej ryzykowne poczynania swoich rozbawionych piskląt. 
     Wracając do domu ze starszym hrabiątkiem błogo śpiącym w wózku i młodszym przytulonym do piersi, hrabina natknęła się na krzak bzu. Zatrzymała się, zamknęła oczy, wciągnęła powietrze i pomyślała, że życie jest piękne. 

wtorek, 26 maja 2015

Dzień Matki




            Tak już jestem zaprogramowana, że serce bije mi szybko jak u chomika, za to krew krąży powoli. Dlatego potrzebuję kawy. 
Nie piję jej dużo, bo wciąż karmię piersią i może dlatego jest ona dla mnie czymś wyjątkowym, czymś na co czekam każdego dnia.
          Czasem wyobrażam sobie, zwłaszcza rano, kiedy otwieram oczy, że Józek i Jurek właśnie stoją przede mną z pysznym śniadaniem i kubkiem pachnącej, smacznej kawy. Niestety Jurek nie umie jeszcze chodzić, a Józek, owszem, parzy kilkadziesiąt kaw dziennie, ale „na niby”.
           Kiedy miałam dziś swoją wytęsknioną chwilę z ulubionym kubkiem pomyślałam sobie, że wciąż na coś czekamy. Na moment narodzin dziecka, na to kiedy zacznie siadać, chodzić, kiedy pójdzie do przedszkola, szkoły…I tak upływa dzień za dniem. 
Tymczasem wokół dzieje się tyle dobrych rzeczy, których łatwo nie dostrzec, bo przysłonięte są naszymi marzeniami. Umiejętność cieszenia się chwilą jest wartością bezcenną.  
     Dlatego wszystkim kobietom, które dziś świętują życzę, żeby potrafiły dostrzec  urodę w tym co dzieje się teraz, w trwającym właśnie macierzyństwie, a wszystkim przyszłym mamom po prostu dobrej kawy.  

sobota, 23 maja 2015

Kuchnia























 







      Centralnym punktem naszego domu jest kuchnia. Tu zwykle rozmawiamy, dzieci mają tu swój plac zabaw, a goście, którzy nas odwiedzają automatycznie kierują się w stronę kuchennego stołu.
    Inspiracją dla mnie do stworzenia naszego ulubionego miejsca w domu była kuchnia projektantki wnętrz Johanny Bradford. Skandynawski chłód + ciepło bijące z różnych małych przedmiotów to dla mnie połączenie idealne.

wtorek, 19 maja 2015

"Pstryk"











        Lubię robić zdjęcia, oj lubię… Kto nie lubi, kiedy ma w domu takie idealne obiekty do tego celu. Obiekty są niestety latające i to szybko. Krążą po orbicie z prędkością światła, a jeśli nie krążą, to wymachują rękami, nogami i czym się tylko da. Czasem potrzeba naprawdę kosmicznej siły, żeby zatrzymać je na chwilę, na ten ułamek sekundy, na to szybkie „cyk”.
        Mam na to kilka sposobów.
1.      Wyczuj moment, kiedy fotografowanie może być zabawą i dla Ciebie i dla dzieci. Wydaje się logiczne, że nie biega się za nimi z aparatem kiedy krzyczą, że są głodne, albo właśnie zaczyna się ich spotkanie trzeciego stopnia. Włącz muzykę! Pozwól im skakać i łap chwilę!
2.      Nie zmuszaj do pozowania na siłę. Najciekawsze zdjęcia to te  naturalne, które oddają emocje. Na pewno przyszły dorosły bardziej będzie cieszyć się zdjęciem, na którym dłubie w nosie, niż tym na którym ma wzrok jak zombie utkwiony w obiektywie. Pamiętam jak Józio, jako roczniak, na hasło „Chodź, zrobię ci zdjęcie!” przychodził , wypinał do obiektywu pupę i uśmiechał się spomiędzy rozkraczonych nóg. Wszystko w temacie.
3.       Jeśli jednak dziecko robi wszystko, żeby zdjęcie wyszło rozmazane, daj mu małego smakołyka. Na chwilę się zatrzyma.
4.      „Seeeeer”…nie, nie, nie! Dziecko jest urocze bez względu na to, czy się śmieje, czy nie.
5.      Nie martw się, jeśli zdjęcie nie jest idealne. Nie jesteś zawodowym fotografem, ja też nie (chyba że jesteś).  Czasem w niedoskonałości tkwi sedno. Jeśli na zdjęciu niechcący obciąłeś głowę, nie szkodzi. Zwróć uwagę na resztę. U dziecka fascynujące są też inne części ciała. Rączki i nóżki są niezwykle wdzięcznym tematem, a rosną tak szybko.
6.      Jeśli twój temperament kłóci się z tym, żeby usiąść i uczyć się możliwości dużego, skomplikowanego sprzętu, nie kupuj takiego! Pomyśl, jak trudno zrobić selfie z dzieckiem, kiedy wyciągnięta sztywno ręka ugina się pod kilkukilogramowym ciężarem, a mały wije się na kolanach, albo po co ci stres na plaży, kiedy dookoła tyle piasku. Zainwestuj w mały, ale dobry aparat, który możesz schować w kieszeni i który pozwoli ci szybko zrobić fajne zdjęcie, bo dobre chwile nie trwają wiecznie. 

niedziela, 17 maja 2015

Telewizor
















































          Robiłam w mieszkaniu przemeblowanie i doszłam do wniosku, że nie mam gdzie postawić telewizora. Zajmuje dużo miejsca, a poza tym od dwóch lat jest zepsuty. 
          Zastanawiając się nad jego dalszym losem cofnęłam się w czasie do dzieciństwa, do wydarzenia, które pamiętam doskonale, mimo że byłam wtedy naprawdę mała. 
To był dzień, kiedy tata pojechał swoim czerwonym Fiatem 125p kupić kolorowy telewizor. Dzień powszedni, w którym na drzwiach do zakładu fryzjerskiego  taty zawisła kartka „Zaraz wracam” stał się świętem, w którym wrócił, może nie tak zaraz, ale za to z dużym i ciężkim kartonowym pudłem wypełnionym nowym dziełem firmy Neptun. 
Pamiętam te emocje przy wypakowywaniu i energiczne pukanie w kafelki nad zlewem w kuchni, które było znakiem dla wujka Ryśka, mieszkającego za ścianą, żeby przyszedł i pomógł, bo jest robota do zrobienia. Trzeba podłączyć telewizor. 
Wciąż widzę ten moment, kiedy tata, jako głowa rodziny przystąpił do naciśnięcia czerwonego guzika. To było tuż przed dziewiętnastą. 
I nagle moje życie nabrało nowego wymiaru. Na ekranie pojawił się „Żwirek i Muchomorek”. Ta szara bajka nagle trysnęła w moje źrenice kolorem.  Nastąpiła eksplozja barw, a szczęście osiągnęło zenit. Potem był jeszcze Dziennik. Nie bardzo mnie obchodziło o czym tam będą mówić, wystarczyła mi czołówka ze żwawą, dziarską nutą. Chciałam tańczyć i klaskać z radości!
         Tak było w latach osiemdziesiątych.  Teraz era telewizora w naszym i pewnie wielu innych domach się skończyła. To co chcemy i ile chcemy bez problemu oglądamy w internecie. Pozbywamy się z domu nic nie wnoszącego do naszego życia pożeracza prądu. Ale czy na pewno nic nie wnoszącego? Chyba żadna inna rzecz w tamtych czasach nie potrafiła sprawić, że tak chętnie cała rodzina spędzała ze sobą czas. Wspólne oglądanie, nerwy, śmiech, komentarze, kłótnie kto podejdzie przełączyć program …

         Piszę tego posta spoglądając na męża schowanego za swoim laptopem i tak sobie myślę, że chyba nadeszła  pora naprawić telewizor.