środa, 13 września 2017

Lagom.









































    Wydawało mi się, ze kiedy Józek i Jurek, razem zaczną chodzić do przedszkola, ja będę odkrywać życie na nowo. Będę miała więcej czasu dla siebie, przez co stanę się mniej zmęczona i bardziej szczęśliwa. Będę pracować w "normalnych" godzinach, jeść regularne posiłki, dbać o dom i o własne samopoczucie. Tymczasem pogrążyłam się w stanie, który owszem, jest wygodny, ale wcale nie jest dobry!
Pracuję zwykle w domu przed komputerem. Potrafię przesiedzieć przed nim kilka godzin, pracując, ale też zerkając ciągle na facebooka czy instagrama. Często siedzę w piżamie, popijając kawę i przyswajając tony cukru. Potem odbieram chłopaków z przedszkola i zwykle idziemy na plac zabaw gdzie siadam na ławce i cieszę się, że są na tyle duzi, że nie muszę za nimi biegać. Kiedy kładę ich wieczorem spać wracam do komputera, żeby znów trochę popracować, a trochę się odprężyć, bo praca to przecież moja pasja.
Na pewno znajdzie się ktoś, kto powie, że mam fajnie. Mam, ale tylko pozornie. Prawda jest taka, że od długiego siedzenia przed komputerem zaczyna boleć mnie kręgosłup, głowa, tyję i jestem ospała. Jak dla mnie wystarczy, żeby się zorientować, że  jeśli chcę żyć długo i szczęśliwie to czas coś zmienić! Trudno porzucić taki wygodny tryb życia, jeśli przez ostatnie kilka lat byłam w ciągłym ruchu i miałam wypełnioną praktycznie każdą minutę dnia. Postanowiłam wziąć się w garść i tchnąć trochę więcej życia w życie!
Po pierwsze- ruch!
Przerwy w siedzeniu przed komputerem, które do tej pory wykorzystywałam na otwarcie puszki coli, będę wykorzystywać na gimnastykę. Pamiętam co nieco z jogi, na którą zresztą zamierzam wrócić i trochę innych ćwiczeń. A kiedy odbiorę chłopaków z przedszkola, pójdę z nimi na spacer. Przemyślałam też dokładnie jaką aktywność lubię najbardziej, żeby chcieć uprawiać ją regularnie i wyszło na to, że dwa razy w tygodniu będę chodzić na basen!
Po drugie- czas na rezygnację!
Tu pomoże mi prosta opcja "wyloguj". Zabrzmi to śmiesznie, ale zerkanie co chwila na facebooka, czy inne strony jest męczące! Chodzi o przepływ często zupełnie bezużytecznych informacji, które zapychają moją głowę. Obserwowanie sukcesów innych (bo mało kto pisze przecież o swoich porażkach), sprawia, ze niebezpiecznie rosną też moje oczekiwania wobec siebie samej. Czas pomyśleć o sobie "good enough" i ułatwić sobie życie!
Po trzecie- sen wzmacnia!
Zawsze bardzo cierpiałam, kiedy musiałam wstawać w nocy do dzieci, bo w nocy uwielbiam spać! Kiedy spędzałam z nimi całe dnie, wieczór był tym wyczekiwanym momentem relaksu. Siedziałam więc długo , zwykle z laptopem na kolanach, bo nic tak nie wciąga jak internet! Na szczęście chłopaki przesypiają już całe noce, a ja w dzień mam wystarczająco dużo czasu dla siebie i nie muszę wydłużać wieczorów w nieskończoność!
Po czwarte- zdrowe odżywianie!
Zawsze byłam orędowniczką zdrowego jedzenia i trach! Dzieci jedzą obiady w przedszkolu, to ja zjem coś na mieście, albo nie zjem w ogóle. Już nie! Rynek ze świeżymi warzywami mam niedaleko i w ramach spaceru będę wędrować na niego, tak jak kiedyś, prawie codziennie. Skorzystam z pory roku, dopóki mogę, bo niedługo znów będzie trzeba zastąpić świeże, mrożonym. Niestety uwielbiam słodycze i kompletnie brakuje mi silnej woli, żeby ich nie jeść. Nie pomaga czytanie składów i artykułów. Mój ośrodek przyjemności w tej kwestii nie uznaje "lagom" i będę musiała się trochę namęczyć, żeby opanować sztukę umiaru. Podobnie jest z kawą. Na szczęście, okazuje się, że 3-4 kubki dziennie mają dobry wpływ na zdrowie, bo oprócz kofeiny, kawa zawiera też antyoksydanty, które wzmacniają odporność!
Po piąte- jestem optymistką!
"Optymiści żyją dłużej niż pesymiści i badania wykazały, że różnica w długości ich życia może wynieść aż do 7 lat!" Dlatego kochani wstanę teraz od komputera, włączę głośniki, kliknę TU i zrobię pierwszy krok!

Wszystkie moje postanowienia, o których napisałam, i jeszcze kilka więcej, znalazłam w książce "Skandynawski sekret" z Wydawnictwa "Marginesy". Trzymajcie za mnie kciuki! 

Dinozaury.






































































Niedawno w naszym domu padło pytanie: "Mamo, czy Ty byłaś już na świecie kiedy żyły dinozaury?" Cholera! W oczach moich dzieci jestem bardzo mądra i... trochę stara. Zastanawiałam się jak wytłumaczyć chłopakom, że do starości mam jeszcze długą drogę, aż wpadłam na pewien pomysł.
Przepraszam Pana, którędy do dinozaurów?
W lewo, na pierwszym rondzie w lewo i na drugim w prawo. Dojechaliśmy! Zaczynamy przygodę! Ostatnio jakoś często podróżujemy w czasie. Pamiętacie ostatni WPIS?
Tym razem przenieśliśmy się miliony lat wstecz, do czasów, w których gdyby się w ogóle żyło, to na pewno żyłoby się krótko. Wystarczyło przejechać trochę ponad 100km, żeby znaleźć się w epoce przed wielkim wybuchem.
Okazało się, że dinozaury żyją w Malborku i mają się dobrze. Jest ich tam całkiem duża kolekcja- groźne tyranozaury i głupiutkie triceratopsy, smoki i diplodoki. Ich rozmiary robią wrażenie! Niejeden chojrak schowa się za spódnicą mamy, ale akurat te dinozaury są całkowicie przyjazne. Możemy śmiało napić się kawy w ich towarzystwie i odprężyć, a gwarantuję, że dzieci będą wspominać ten dzień jeszcze długo!


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Podróż w czasie.


























































       Wakacje to czas tłumu. W telewizji nuda. Ludzie, nawet Ci najbardziej przylepieni do swojego fotela jakoś częściej wychodzą choćby do sklepu po bułki. 
Wakacje to z założenia czas odpoczynku, a ludzie poruszają się jakby dwa razy szybciej. Wciąż się pakują i rozpakowują, przemieszczają, remontują, porządkują, organizują, itd. Można się zmęczyć. Niby słońce rozleniwia, ale mało kto zwalnia. Ja to trochę rozumiem. Wiem, że wybrać się gdzieś latem jest łatwiej niż zimą. Mamy szczęście, że w ogóle nie jest trudno gdzieś wyjechać i zaspokoić ciekawość świata. Znam też pokrzepiającą moc słońca. Sama lubię ciepełko, tylko nie przepadam za tłumem. Latem świat jest oblężony przez turystów i „podróżników”. Mało chyba zostało takich miejsc, trochę pustych, do których można dotrzeć nie wydając milionów. To nie znaczy, że ich nie ma! 
Jeśli tego lata zdążyliście już zobaczyć Gaudiego w Barcelonie, wjechać na najwyższe piętro wieży Eifla, zwiedzić galerie Nowego Jorku, wypić kilka drinków z palemką w Grecji, wspiąć się na któryś ze szczytów Azji i pójść na imprezę w Berlinie, to mam dla Was jeszcze jedną propozycję! Podróż w czasie! 
My w tym roku przenieśliśmy się do ośrodka wypoczynkowego na Mazurach, takiego z lat 80-tych. Drewniane domki, pola namiotowe, jezioro i duży bar w centralnym miejscu, w którym z pewnością, trzydzieści parę lat temu na dancingu rozkwitł niejeden związek. Miedzy 5, a 16 rokiem życia marzyłam o takich wakacjach i może trochę przez sentyment teraz czułam się tam tak fajnie. Było miło, na dzień dobry, popływać w jeziorze, zjeść śniadanie w lesie, zagrać z D. w ping ponga, nie musieć biegać za dziećmi w trosce, że się zgubią, a wieczorem poplotkować z przyjaciółmi. 
Lubię takie miejsca. Bez ciśnienia, że inni to ja też, bez napięcia, że w portfelu ubywa, bez wyrzutów sumienia, że miałam być „slow” a za dużo planuję. Jeśli macie jeszcze trochę wolnego czasu to polecam serdecznie!