niedziela, 21 sierpnia 2016

Kiedy pada deszcz.










































     
      Nie wiem jak u Was, ale u nas ciągle pada. Za zimno, żeby poskakać w morskich falach i za ślisko, żeby powspinać się w górach. 
Można by polecieć gdzieś, gdzie nie ma deszczu, ale nie wypada brać urlopu, skoro dopiero zaczęło się pracować po długiej przerwie. Podróżujemy więc na papierze z dwiema świetnymi, obrazkowymi książkami. Jeździmy na nartach, łyżwach, lepimy bałwany, nurkujemy, budujemy zamki z piasku i objadamy się lodami. Poznajemy nowych przyjaciół, którzy czasem mają więcej niż jedną głowę i latają talerzem. 
A kiedy zmęczymy się podróżami po prostu wychodzimy na deszcz.
      Polecamy bardzo "W górach" i "Nad morzem" z Wydawnictwa Babaryba. Te książki świetnie potrafią zająć dzieci na dłużej. Są fajnie zilustrowane i pozostawiają wyobraźni duże pole do popisu:)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

ToJa!


To Marzena!













 

















To Kasia i Marcin!


 

























To Amelka!




























ToJa! A to moja praca. Wreszcie mogę powiedzieć, że robię to co kocham. A jak to się zaczęło?
    Stroić lubiłam się od zawsze. Jak już być może wiecie, wychowywałam się w zakładzie fryzjerskim, więc modę i urodę mam mocno zakorzenioną.
    Od zawsze też godzinami mogłam wertować albumy ze zdjęciami, których mam sporą kolekcję. Potem były nieśmiałe próby robienia zdjęć, aż urodził się Józek i tak naprawdę, jak chyba wiele mam, praktycznie przestałam odkładać aparat na półkę.
Kiedy dołączył do nas Jurek postanowiłam założyć bloga, żeby już dłużej nie dręczyć swoich bezdzietnych znajomych na facebooku zdjęciami Józka i Jurka.
Próbowałam utrzymać regularne tempo wpisów, dlatego jeszcze więcej biegałam z aparatem. Zawsze bardzo mnie cieszyły Wasze komentarze, dodawały mi otuchy i wiary w siebie.
I dziś choć wciąż jestem pełna kompleksów, to postanowiłam się odważyć i zaryzykować. Mam nowy sprzęt, głowę pełną pomysłów i marzenie, które właśnie próbuję spełnić. Trzymajcie za mnie kciuki w górze! A będzie mi jeszcze milej, jeśli powiecie znajomym... http://www.tojablog.pl/
Na facebooku też będzie ciekawie! https://www.facebook.com/Toja-1726996057549984/?fref=ts

piątek, 22 lipca 2016

Tata.























































       
     Zawsze kiedy jechałam z dziećmi na kilka dni do Dziadków najlepsza zabawa była przy drewnie, które  mój Tata przygotowywał na zimę. Kiedy Józek budził się pierwszy, żeby móc jeszcze trochę pospać,  wysyłałam go na dół do Dziadka, który miał zwyczaj wstawać o świcie. Józio lubił te poranki. Dziadek robił mu kanapki i założę się, choć pewności nie mam, że podsuwał mu coś słodkiego. Potem szli razem na podwórko. Sprawdzali czy kury sąsiadów już wstały i otwierali szopkę, gdzie Dziadek składował drewno. Zaczynała się robota. Józio układał drewno na dużym pniu, udawał, że rąbie, rzucał na stertę i zanosił do szopki. Dziadek zawsze powtarzał, że kupi mu małą zabawkową siekierkę. Wątpiłam, że kiedyś taką znajdzie. 
     Mój Tata miał zakład fryzjerski, w którym pracował od prawie 60 lat, mimo, że kilkanaście lat temu właśnie przy piłowaniu drewna stracił dwa palce. Zakład był oddzielną częścią naszego domu. Dawno temu ustawiały się do niego długie kolejki. Opowiadał, że przychodziło tak dużo ludzi, że potrafił pracować całą dobę. W tym zakładzie spędziłam swoje dzieciństwo . Zwykle przesiadywałam na dziale damskim i obserwowałam fryzjerki, które zatrudniał. Potem trenowałam strzyżenie na lalkach, przez co regularnie musiałam doklejać  im włosy z włóczki. Kiedy Tata miał wolną chwilę przechodziłam na dział męski i grałam z nim w karty, albo w warcaby. Czasem zamykał zakład wcześniej i jechaliśmy razem na grzyby, które były w pewnym sensie pretekstem, żeby pobyć razem i porozmawiać. Zawsze pytał, czy oby wszystko u mnie w porządku, a kiedy potrzebowałam pomocy wspierał. Zawsze we mnie wierzył. Rozmawiać lubił bardzo, choć zawsze miał swoje zdanie, którego bronił jak lew. Potrafił się pokłócić nawet ze swoimi klientami, którzy niestety nie mogli wstać i wyjść. Czasem dziwiłam się, że wracają, ale wynagradzał im to poczuciem humoru. Zakład był dla niego sposobem na życie, pracą, rozrywką, terapią. Był charakterystycznym punktem na mapie Wielbarka. 
    Mój Tata lubił przygody. Na papierze i w życiu. Uwielbiał książki historyczne i przygodowe. Trylogię Sienkiewicza przeczytał 14 razy i zawsze marzył, żeby pojechać szlakiem jej bohaterów. Odwagą dorównywał Wołodyjowskiemu, upartością Kmicicowi, a humorem Zagłobie. 
Był już po siedemdziesiątce kiedy wybrał się z moim mężem i mężem mojej siostry na wyprawę do Lwowa. Uśmiecham się na myśl o tej wycieczce. Przemierzyli granicę pieszo, jeździli w nocy wypchaną ludźmi i walizkami czarną wołgą z czerwoną lampką w środku, stołowali się w małym barze, gdzie starsze „babuszki” serwowały soliankę, a w międzyczasie wychylały kieliszek spod lady. Ale na wyprawę swojego życia pojechał teraz. To było 8 dni spełnionych marzeń, bo wreszcie podążał sienkiewiczowskim szlakiem. Zwiedził Krzemieniec, Kamieniec Podolski, był pod Zbarażem. Żartowaliśmy z mężem, że teraz rok będziemy żyć na Ukrainie, bo wciąż będzie nam opowiadał. 
Jego droga skończyła się we Lwowie. Do domu już nie wrócił. Nie zdążył nam wszystkiego opowiedzieć, ale na zdjęciach widać w Jego oczach ogromną radość. 
Musiałam wyjechać na Ukrainę, żeby wypełnić formalności, a kiedy wróciłam otworzyliśmy Jego walizkę z podróży. 
Na wierzchu leżała mała drewniana siekierka. 
Dziękuję, że byłeś takim dobrym Tatą i Dziadkiem. Spoczywaj w spokoju.