piątek, 22 lipca 2016

Tata.























































       
     Zawsze kiedy jechałam z dziećmi na kilka dni do Dziadków najlepsza zabawa była przy drewnie, które  mój Tata przygotowywał na zimę. Kiedy Józek budził się pierwszy, żeby móc jeszcze trochę pospać,  wysyłałam go na dół do Dziadka, który miał zwyczaj wstawać o świcie. Józio lubił te poranki. Dziadek robił mu kanapki i założę się, choć pewności nie mam, że podsuwał mu coś słodkiego. Potem szli razem na podwórko. Sprawdzali czy kury sąsiadów już wstały i otwierali szopkę, gdzie Dziadek składował drewno. Zaczynała się robota. Józio układał drewno na dużym pniu, udawał, że rąbie, rzucał na stertę i zanosił do szopki. Dziadek zawsze powtarzał, że kupi mu małą zabawkową siekierkę. Wątpiłam, że kiedyś taką znajdzie. 
     Mój Tata miał zakład fryzjerski, w którym pracował od prawie 60 lat, mimo, że kilkanaście lat temu właśnie przy piłowaniu drewna stracił dwa palce. Zakład był oddzielną częścią naszego domu. Dawno temu ustawiały się do niego długie kolejki. Opowiadał, że przychodziło tak dużo ludzi, że potrafił pracować całą dobę. W tym zakładzie spędziłam swoje dzieciństwo . Zwykle przesiadywałam na dziale damskim i obserwowałam fryzjerki, które zatrudniał. Potem trenowałam strzyżenie na lalkach, przez co regularnie musiałam doklejać  im włosy z włóczki. Kiedy Tata miał wolną chwilę przechodziłam na dział męski i grałam z nim w karty, albo w warcaby. Czasem zamykał zakład wcześniej i jechaliśmy razem na grzyby, które były w pewnym sensie pretekstem, żeby pobyć razem i porozmawiać. Zawsze pytał, czy oby wszystko u mnie w porządku, a kiedy potrzebowałam pomocy wspierał. Zawsze we mnie wierzył. Rozmawiać lubił bardzo, choć zawsze miał swoje zdanie, którego bronił jak lew. Potrafił się pokłócić nawet ze swoimi klientami, którzy niestety nie mogli wstać i wyjść. Czasem dziwiłam się, że wracają, ale wynagradzał im to poczuciem humoru. Zakład był dla niego sposobem na życie, pracą, rozrywką, terapią. Był charakterystycznym punktem na mapie Wielbarka. 
    Mój Tata lubił przygody. Na papierze i w życiu. Uwielbiał książki historyczne i przygodowe. Trylogię Sienkiewicza przeczytał 14 razy i zawsze marzył, żeby pojechać szlakiem jej bohaterów. Odwagą dorównywał Wołodyjowskiemu, upartością Kmicicowi, a humorem Zagłobie. 
Był już po siedemdziesiątce kiedy wybrał się z moim mężem i mężem mojej siostry na wyprawę do Lwowa. Uśmiecham się na myśl o tej wycieczce. Przemierzyli granicę pieszo, jeździli w nocy wypchaną ludźmi i walizkami czarną wołgą z czerwoną lampką w środku, stołowali się w małym barze, gdzie starsze „babuszki” serwowały soliankę, a w międzyczasie wychylały kieliszek spod lady. Ale na wyprawę swojego życia pojechał teraz. To było 8 dni spełnionych marzeń, bo wreszcie podążał sienkiewiczowskim szlakiem. Zwiedził Krzemieniec, Kamieniec Podolski, był pod Zbarażem. Żartowaliśmy z mężem, że teraz rok będziemy żyć na Ukrainie, bo wciąż będzie nam opowiadał. 
Jego droga skończyła się we Lwowie. Do domu już nie wrócił. Nie zdążył nam wszystkiego opowiedzieć, ale na zdjęciach widać w Jego oczach ogromną radość. 
Musiałam wyjechać na Ukrainę, żeby wypełnić formalności, a kiedy wróciłam otworzyliśmy Jego walizkę z podróży. 
Na wierzchu leżała mała drewniana siekierka. 
Dziękuję, że byłeś takim dobrym Tatą i Dziadkiem. Spoczywaj w spokoju. 

czwartek, 7 lipca 2016

Niezwykły dzień.

       Jak wygląda nasz zwykły dzień? Robimy to co miliony innych ludzi. Budzimy się rano, jemy śniadanie, robimy zakupy, obiad, bawimy się i idziemy spać. Czasem musimy trochę popracować, ale zwykle spędzamy bardzo dużo czasu razem. 
Nic nadzwyczajnego. 
Tymczasem zrobiłam eksperyment i sfotografowałam ten nasz zwykły dzień w kilkunastu kadrach. A kiedy potem je przejrzałam doszłam do wniosku, że zwykłe życie może być naprawdę piękne!

Zwykle pierwszy budzi się Jurek. Woła: "Mamoooo, dzieeeń!". Przeważnie koło 7, dramatu nie ma:)


Kiedy dalej udaję, że śpię, Jurek budzi Józia i zaczyna się zabawa. "Mamooo, gdzie jesteśmy? Bo w łóżku nas nie ma!"

Śniadanie to podstawa! Korzystamy z uroków lata i do owsianki dodajemy truskawki!
Po śniadaniu gimnastyka - skoki i rajd wózkiem dookoła domu.


Teraz pora zrobić zakupy. Ruszamy! Do sklepu idziemy na skróty, przez podwórka.







Dzień jest upalny... warto się ochłodzić w drodze powrotnej, na placu koło domu!




























     
 Koło południa Jurek ma ochotę na drzemkę.


A na pobudkę...maliny! Kochamy je!

Teraz trzeba pomóc mamie. Sadzimy pomidory i zioła.





Po pracy trzeba coś zjeść. Dziś na obiad leczo, jak to Józio mówi: omleczo:)

A po obiedzie mama odpoczywa. Chłopaki jadą na męską wyprawę. Czasem na ognisko, czasem do dziadków, a czasem nie chcą powiedzieć gdzie:) Nie wiem co tam robią, ale wracają zmęczeni!

W zwykły dzień zwykle się kąpiemy, ale... czasami mówimy po prostu - dobranoc:)